Avalon » Serie komiksowe » World War Hulk » World War Hulk #5

World War Hulk #5

World War Hulk #5

Part 5 of 5

Zapowiedź

Największy festiwal miażdżenia tysiąclecia w Marvelu zmierza do swej katastrofalnej konkluzji! Czterej tak zwani bohaterowie wystrzelili Hulka w kosmos, są odpowiedzialni za zniszczenie wszystkiego, co kochał. Więc zielony olbrzym nauczył ich pokory. Lecz teraz, Hulk musi się zmierzyć z ich największym obrońcą. Gdy ta straszliwa bitwa rozgorzeje na dobre, kto będzie postrzegany jako bohater, a kto jako potwór? Kto rozróżni zemstę od sprawiedliwości? I kto zapłaci straszliwą cenę za swój gniew?

Cytat

Hulk: "You don't want this fight, Sentry."

Sentry: "Yes. God help me, I do. Because you're the only one I can hit... like THIS."

Streszczenie

Nowy York, Madison Square Garden. Mr. Fantastic z całych sił walczył z dyskiem posłuszeństwa, aby nie zmiażdżyć buzdyganem głowy Starkowi, ale nie miał szans z technologią, która była w stanie okiełznać na Sakaar Hulka, a nawet Silver Surfera. Sytuacja wydawała się beznadziejna, tym bardziej, że teraz urządzenie kontrolujące trzymał sam zielony olbrzym i w gniewie wypominał wszystkie winy Illuminati. W końcu Fantastic uległ, zamachnął się i ku swojemu zdziwieniu i wielkiej uldze wbił kolczasty buzdygan tuż obok Starka. Równie zdziwieni, co niedoszły morderca, byli członkowie Przymierza, za to Rick Jones odetchnął z ulgą, jednak nie mylił się co do Hulka. Zielony olbrzym powstrzymał tą egzekucję udowadniając, że zarówno on jak i jego towarzysze nie są potworami. To już koniec. Poczym, jak na moralnego zwycięzcę przystało, Hulk wygłosił przemówienie obarczając winą za wszystko Illuminati oraz oznajmił, iż ku przestrodze i pamięci tych zdarzeń zamierza zrównać Nowy York z ziemią.

 

Tymczasem, niebo nad Madison Square Garden zaczęło przybierać złotą barwę. Powodował to zbliżający się Sentry i potężna energia, która z niego emanowała. Niestety nikt nie zwrócił na to uwagi, dopóki nie było za późno. Sentry huknął w wielki kamienny statek wiszący od kilku dni nad Nowym Yorkiem rozwalając go na strzępy, poczym wpadł na arenę i porwał ze sobą Hulka. Obydwoje złączeni w śmiertelnym uścisku, przelecieli tak z pół miasta nim się zatrzymali, niszcząc po drodze dziesiątki budynków. Członkowie Przymierza oraz ziemscy superbohaterowie, nie bacząc na to, że jeszcze przed chwilą byli śmiertelnymi wrogami, teraz próbowali uratować siebie nawzajem oraz ludzi na trybunach przed walącą się areną i spadającymi z nieba odłamkami kamiennego statku. Tymczasem, po drugiej stronie miasta, zielony olbrzym próbował jeszcze nie dopuścić do konfrontacji z Senrtym, lecz ten już się wczuł. To jedyna okazja, kiedy mógł pozwolić sobie na użycie swojego prawdziwego potencjału. Hulk zdążył jeszcze wykrzyczeć, że cokolwiek się teraz stanie nie jest jego odpowiedzialnością i ruszył do kontrataku. Sentry przyjmował potworne razy, ale powodowały one uśmiech na jego obitej twarzy każąc zastanawiać się, czy przypadkiem nie przemawia przez niego już Void. W końcu złoty gwardian oddał uzewnętrzniając swą całą moc. Energia tysiąca eksplodujących słońc rozlała się ulicami Nowego Yorku zwęglając na popiół wszystko, co stanęło na jej drodze, a walczących tytanów spowił wielki, dziki, ognisty wir, do którego nawet nie dało się zbliżyć.

 

Wszyscy z bezpiecznej odległości obserwowali, jak Hulk oraz Sentry niemiłosiernie się obkładali, a każde ich kolejne ciosy powodowały niewyobrażalne zniszczenia. Starkowi, dzięki zdolnością nabytym po zainfekowaniu się zmodyfikowanym technowirusem Extremis, nareszcie udało się wyzwolić od dysku posłuszeństwa i w obliczu zbliżającej się katastrofy postanowił sięgnąć po swoją ostateczną broń. Tony przejął kontrole nad swoimi satelitami krążącymi wokół Ziemi i ustawił je w pozycji bojowej, gotując do wystrzelenia śmiertelnego promienia. Wtedy stała się rzecz, której chyba nikt się nie spodziewał. Hulk oraz Sentry walczyli z taką pasją i intensywnością, że kompletnie wyprali się ze swoich mocy. Bili się do tego czasu, aż na zgliszczach ostały się już tylko ich wątłe, zmasakrowane, ludzkie ciałka dające groteskowe przedstawienie. W końcu Reynolds padł z wycięczenia dziękując, iż mógł dać upust swojej frustracji, a triumfujący Banner zwrócił się w stronę gapiów. Tam z radością przywitał go Rick Jones. Tymczasem, Miek nie mógł pojąć, co się stało z jego mentorem i przyjacielem. Chcąc odzyskać Hulka i dokończyć dzieła zniszczenia, złapał za dzidę i rzucił się na Bannera, aby ponownie wyzwolić w nim zielonego olbrzyma. Rick zasłonił ledwo trzymającego się na nogach Bruce'a własnym ciałem i padł konając na ziemię z dzidą w brzuchu. Bannerowi momentalnie oczy rozbłysły na zielono. Przetransformował się w Hulka i rzucił wściekle na robakopodobnego. Zielony olbrzym kompletnie się zatracił i zaczął dosłownie rozrywać ciało Mieka na strzępy dopóki inni członkowie Przymierza go nie powstrzymali. Wtedy Miek, na łożu śmierci, wyjawił okrutną prawdę oraz swoje nihilistyczne poglądy. Wierzył, że on i Hulk zostali stworzeni i spotkali się tylko po to, żeby niszczyć, jednak zielony olbrzym przy każdej okazji próbował odnaleźć upragniony spokój. Dlatego trzeba mu było przypominać, że jest emanacją gniewu. Dlatego Miek nic nie powiedział, gdy na Sakaar widział, jak poplecznicy Red Kinga ładowali bombę do kapsuły. Tylko czekał, bo wiedział, że wybuch nic nie zrobi Hulkowi, za to na nowo rozbudzi jego wściekłość. Członkowie przymierza zamarli w bezruchu zszokowani rewelacjami swojego umierającego towarzysza. Ale to co się działo w tej chwili z Hulkiem nie dało się opisać. Zielony olbrzym zaczął rosnąć w oczach, oczy wytrzeszczyły mu się w obłędzie, a mięśnie niemal trzeszczały napinając się. Energia, jaką emanował była jeszcze straszniejsza i bardziej destrukcyjna niż ta Sentry'ego. Gdy tupnął, wstrząsy były odczuwalne na całym kontynencie. Hulk w przypływie szaleństwa i goryczy zaczął pałać nienawiścią do wszystkich, nawet siebie. Ledwo się powstrzymywał przed rozerwaniem Ziemi na strzępy, mógł tylko prosić, żeby ktoś ukrócił jego męki nim wściekłość kompletnie go opanuje. Wtedy Stark postanowił wprowadzić swój plan w życie. Ponownie połączył się ze swoimi satelitami i wydał rozkaz do wystrzału. Momentalnie z nieba na Hulka spadł szeroki, czerwony, żarzący się promień. Zielony olbrzym nawet się nie bronił. Stał bez ruchu dając się spalać żywcem niszczycielskiej mocy lasera. Jedyne o czym teraz myślał to swojej ukochanej Caierze i o tym, że wkrótce do niej dołączy. Gdy kurz opadł, a płomienie przygasły, oczom zebranym ukazał się wielki krater, na którego dnie leżał nie okazujący żadnych oznak życia Bruce Banner.

 

Póżniej. Na zgliszczach Manhattanu, pojawiły się oddziały S.H.I.E.L.D. zabezpieczające teren. Członkowi Przymierza zostali aresztowani, a Banner, który jednak przeżył, został wsadzony do specjalnego kontenera i załadowany do helikoptera, który niezwłocznie odleciał w nieznanym kierunku. Sytuacja wydawała się być opanowana.

 

Jeszcze później, pustynia Mojave. Helikopter z Bannerem na pokładzie wylądował w tajnej bazie wojskowej. Tam w specjalnym podziemnym bunkrze, kilka kilometrów pod powierzchnią został umieszczony i zabezpieczony kontener, w którym leżał Bruce. Tam w końcu Banner zapadł w farmakologiczny sen, tam w końcu zaznał tak upragnionego przez siebie spokoju.

 

Oto była opowieść o Hulku. I o tym, jak w końcu powrócił do domu. "Mogą nazywać Cię jak chcą", tak mówił. "Zbawicielem. Niszczycielem. Ale wszystko, co ma jakiekolwiek znaczenie to to kim Ty wybierzesz się stać." Więc bądźcie świadkami jego wyboru moi mili. I dziękujcie bogom, a potem zmówcie modlitwę dziękczynną za okazanie Wam ich łaski. Bo dzisiejszego dnia, Hulk może spać, ale jego gniew nigdy nie przeminie.

 

Planeta Sakaar. Niegdyś zielona, pełna flory i fauny, dziś całkowicie martwa, opuszczona i nieprzyjazna. Na jednym z wielu bezkresnych pustkowi, nagle zaczęło się coś dziać. Ziemia zaczęła się kotłować wypluwając z siebie potoki gęstej lawy, by po chwili począć wielkiego, długowłosego, zielonego olbrzyma. To właśnie z jej wnętrza wyszło cudem ocalałe dziecko Caiery, to tak właśnie narodził się, rzec można, prawdziwy Sakaarson - Skaar, syn Hulka!

Autor: Black Bolt

Galeria numeru

World War Hulk #5 World War Hulk #5 World War Hulk #5

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.